Kochani, nie wiem czy to dobry temat na bloga, bo nigdy czegoś takiego nie prowadziłam.
Nie wiem też jeszcze nic na temat CNC. O czym więc będzie ten blog...
o spełnianiu marzeń...
... od czegoś bowiem trzeba zacząć.
Razem z mężem prowadzimy zakład stolarski już ponad 6 lat. Hi szumnie napisałam prowadzimy ...
Mąż prowadzi a ja go wspieram. Czasem pyknę jakiś projekcik no i załatwiam sprawy urzędowe. Zakład prosperuje. Nie mówię dobrze, nie mówię źle (aby polskim zwyczajem nie narzekać).
No ale zakup centrum, to byłby skok do przodu. Poczytałam, poszukałam no i nawet może znalazłby się jakiś program unijny do złożenia prośby o dofinansowanie.
Ale jakie centrum kupić?
Co będzie się na nim robić?
Ile miejsca potrzebuje?
Ile osób będzie potrzebne do obsługi?
Czy wszyscy muszą być światli?
... i wiele innych pytań na które trzeba odpowiedzieć.
Aby temat stał się nieco klarowniejszy wybraliśmy się więc do kolegi, który takie centrum ma , ba nawet dwa.
I w ten sposób nabawiliśmy się globusa czyli bólu głowy. A pytań mamy jeszcze więcej.
Co nie znaczy damy za wygraną.
Krok drugi umówione spotkanie z przedstawicielem producenta cnc.